Powrotna droga do domu - Wprowadzenie do modlitwy głębi, Basil Pennington OCSO.

Powrotna droga do domu - wprowadzenie do modlitwy głębi, Basil Pennington O.C.S.O.

k

glebiaPragniemy dotrzeć do naszej prawdziwej natury, poznać siebie samego zamieszkującego w stwórczej miłości Boga. W rzeczywistości nie jesteśmy puści, nie jesteśmy maleństwami z mnóstwem niezaspokojonych potrzeb. Przeciwnie: jesteśmy pełni, przepełnieni – przepełnieni Bogiem i całą Jego stwórczą miłością.

Nie musimy przejmować się tym, co myślą o nas inni. Dla Boga jesteśmy tak ważni, jak cały świat – właściwie to stworzył On ten świat właśnie dla nas. „Wszystko należy do ciebie, ty zaś należysz do Chrystusa, a Chrystus do Boga”. Możemy robić wszystko, co chcemy. „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”. Możemy mieć wszystko, czego tylko zapragniemy. „Proście, a będzie wam dane”.

Pragniemy powrócić do domu, do naszej prawdziwej natury. Ponieważ Bóg mieszka w nas jako najukochańszy Przyjaciel, pragniemy odkryć nie tylko to, jacy jesteśmy bogaci, mocni i piękni, ale także to, jak bardzo jesteśmy kochani...

 

 

glebia

 

  

Panie, gdzie jesteś?

Historia ciągle się powtarza. Wszyscy już to słyszeliśmy. Zadajemy te same pytania, które wcześniej zadawali inni. Poszukujemy tego samego, czego inni szukali przed nami:

– sensu naszego życia,

– przyjaciół,

– jakiejś relacji z Bogiem, która jest podstawą wszystkiego innego...

Szukamy mądrej osoby, która zna przynajmniej część odpowiedzi i której pełne pokoju oczy oraz przepełniona spokojną radością twarz świadczą o tym, że odpowiedzi te rzeczywiście są wiarygodne.

W ostatnich latach wiele kobiet i wielu mężczyzn wyruszyło na Wschód w poszukiwaniu odpowiedzi na swoje pytania. Pojechali do Indii, Tajlandii, a nawet do jeszcze bardziej egzotycznych miejsc. Niektórzy coś znaleźli. Jednak większość powróciła do domu, do swoich własnych korzeni.

Kobiety i mężczyźni nie wyruszyli na Wschód po raz pierwszy w historii. Czy pamiętasz Marco Polo, Mateo Ricciego czy Franciszka Ksawerego? W średniowieczu odbywały się krucjaty, pielgrzymki. Także wcześniej żyli różni poszukiwacze. Mój patron Bazyli oraz jego przyjaciel Grzegorz w IV w. opuścili ateńskie sale wykładowe, aby znaleźć prawdziwszą i głębszą mądrość. Tą samą drogą poszedł Jan Kasjan, młody i bogaty człowiek z Dalmacji, a także kobiety: Paula i wspaniała para, Malenia Starsza i Malenia Młodsza, babcia i wnuczka.

W czasach Jezusa ludzie czynili podobnie. Co robili dwaj młodzi rybacy znad Jeziora Galilejskiego na wschód od Jordanu? Poszukiwali dziwnego człowieka, który przybył z pustyni. Miał długie włosy i brodę, nosił odzienie z sierści wielbłąda. Powiadano, że żywił się jedynie leśnym miodem i szarańczą. Lecz głosił ważne przesłanie. Ludzie gromadzili się licznie wokół niego. Jan i Andrzej także do niego poszli. „Czy jesteś tym...” – zapytali – tym, który zna odpowiedzi na nasze pytania, w którym wszyscy pokładamy nadzieję?

Ten człowiek z pustyni, Jan Chrzciciel, był skromny. „Nie, nie jestem nim. Ale czekajcie i przygotowujcie się. On nadchodzi”.

Jan i Andrzej rzeczywiście czekali. I oto pewnego dnia podczas głoszenia kazania Chrzciciel nagle podniósł oczy i ujrzał Go. „Patrzcie! O tam! To On!” Jan i Andrzej natychmiast wyruszyli. Kiedy dobiegali do Jezusa, Mistrz odwrócił się w ich kierunku. I zapytał ich o to, o co pyta każdego z nas – są to pierwsze zapisane słowa Jezusa skierowane do uczniów – „Czego chcecie? Czego szukacie?”.

Jaka jest twoja odpowiedź?

Jan był młodym, bystrym człowiekiem. Chciał wszystkiego. „Mistrzu gdzie mieszkasz?” Nie chciał jakiejś małej, konkretnej rzeczy. Chciał się od razu wprowadzić do Pana i zamieszkać z Nim. Jezus odpowiedział: „Chodźcie, a zobaczycie”. I poszli za Jezusem.

Prawdopodobnie Jan i Andrzej spodziewali się, że Jezus zaprowadzi ich do jakiegoś domu lub małej chatki, gdzie mogliby z Nim zamieszkać, aby poznać wszystkie tajemnice prawdziwego szczęścia oraz boskiej mądrości. Lecz bardzo szybko przekonali się, że w przeciwieństwie do lisów, które mają nory, oraz ptaków, które mają gniazda, Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie mógłby złożyć głowę.

Jan szedł za Jezusem wiernie przez trzy lata. Wsłuchiwał się w każde Jego słowo. Przekonał się, że był umiłowanym uczniem Pana – każdy z nas dokona tego samego odkrycia, jeśli tylko spędzi z Jezusem pewien czas.

W końcu nadeszła pamiętna noc. Na początku Jan nie zdawał sobie sprawy z wielkiego znaczenia tego wieczoru, ale na polecenie Jezusa, wraz z bratem Andrzeja Szymonem Piotrem, przygotował specjalny posiłek. Podczas uczty Jezus otworzył swe serce przed Janem i pozostałymi, tak bardzo, jak nie uczynił tego nigdy przedtem. Następnie odpowiedział na pierwsze pytanie Jana.

„Jeśli Mnie kto miłuje, Ja i Ojciec przyjdziemy i zamieszkamy u niego”. Gdzie Ja mieszkam, Janie? Mieszkam w tobie.

Oto najbardziej ulubione przez Boga ziemskie mieszkanie: twoje i moje wnętrze.

Naturalnie Bóg jest wszędzie, ale gdzie mieszka? Użyte przez Jana i Andrzeja słowo „mieszkać” ma specjalne znaczenie. Nie znaczy ono po prostu ‘być gdzieś’, ‘zajmować to miejsce’, lecz być tam z całą czułością tych, których kochamy. Bóg mieszka w nas. Chce dzielić z nami swoje życie w sposób bardzo intymny. To jest powód, dla którego Bóg stworzył wszystko, co istnieje. „Wszystko jest twoje, ty zaś należysz do Chrystusa, a Chrystus do Boga”.

Bóg mieszka z nami. Jest zawsze w domu, w nas. Lecz niestety przeważnie nas tam nie ma.