Skip to main content

Zaproszenie do modlitwy - 6.Czas

Strona 6 z 10: 6.Czas


93 75d983c537da 6. Czas

Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono (...) czas płaczu i czas śmiechu (...) czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się. od nich (...) czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia... (Koh 3,1-2.4-5.7).

Wynaturzyliśmy czas. Dla każdego stał się pewnego rodzaju przestrzenią, jakimś zapisanym do ostatniego skrawka notatnikiem, dniem bez wolnej chwili, wydarzeniami następującymi jedno po drugim, spotkaniami i obowiązkami, które wpadają na siebie, jak samochody w naszych miastach. Zamiast powiedzieć: „śpieszę się powoli” - pędzimy z czasem w zawody i upadamy z wyczerpania. Lepsza jest jedna garść pokoju niż dwie garści bogactw i pogoń za wiatrem (Koh 4,6). Ale lękamy się wypoczynku, jego ciszy, ponieważ mylimy życie z ożywieniem, działanie z hałasem, przyrost z produkcją. Pośpiech stał się swoistą normą dla naszych czasów: czas traci się lub zyskuje, jak traci się lub zyskuje pieniądze.

W ten sposób czas stał się naszą własnością, czymś, czym można zawładnąć, by zużytkować to wedle własnej potrzeby. Nasza kultura w swej historii - lub raczej od czasu, gdy wyzbyła się swej wartości duchowej - dokonała tego, że przyjęła ducha własności. Bowiem czas, w którym żyjemy, jest darem Boga, należy go przyjąć i uszanować. Dzisiaj pierwszy krok życia duchowego polega na uczynieniu się wolnymi, obojętnymi - jak powiedział święty Ignacy - wobec zużywania czasu na to wszystko, do czego nie jesteśmy zmuszeni. Słusznie mówił święty Franciszek Salezy, że pośpiech jest matką wszelkich ułomności, ponieważ jest swego rodzaju łakomstwem, które - niczym Kronos - pożera własne dzieci.

Kwintesencja modlitwy polega, przede wszystkim, na aktywnym przyjmowaniu przez samego człowieka łask z rąk naszego Stwórcy i Pana. Jak w życiu codziennym osiągnąć - a przynajmniej udoskonalić - panowanie psychiczne nad naszym działaniem? Stałe utrzymywanie postawy wewnętrznego spokoju, cierpliwości i zgody, odrzucanie pokusy aktywności, jaka pobudza nasze pragnienie władzy, wprowadza zdenerwowanie i podniecenie - to zapewne dla wielu spośród nas pierwsza forma ascezy.

Bo czas, z samej swej natury, jest przeznaczony na przemijanie. Każda rzecz stworzona powinna nam pomagać w osiągnięciu naszego końca, to znaczy do spotkania innych i Boga - w miłości. A przede wszystkim nasz czas. Gdybym miał pięćdziesiąt trzy minuty czasu - powiedział sobie Mały Książę - poszedłbym powolutku w kierunku studni (Saint--Exupery). „Ale ja nie mam czasu, jestem taki zajęty.” To słowo nas zdradza: miejsce jest, rzeczywiście, zajęte, a nawet zawczasu zastrzeżone. A Pan odpowiada: Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego (por. Łk 10,41-42). Gdybyśmy mieli odwagę rozpatrzeć owe wiele każde z osobna i zważyć je przed Bogiem, osądzić według miary jedynej niezbędności, zobaczylibyśmy szybko, że czasu mamy aż nadto i że Marta - w nas - nie musi wypierać Marii.

Pomnij jednak na Stwórcę swego w dniach swej młodości, zanim jeszcze nadejdą dni niedoli i przyjdą lata, o których powiesz: Nie mam w nich upodobania (Koh 12,1). Na wiele sposobów i poprzez niezliczone przypowieści Jezus wzywa nas do czuwania. Do czuwania i do modlitwy. Zauważmy, że czuwanie jest postawą stałą. Nie czuwa się - jak jakiś wartownik - otwierając od czasu do czasu jedno oko. Żeby osiągnąć ten rodzaj trwałej świadomości, konieczne jest wyćwiczenie jej w sobie przez modlitwę. Dać nasz czas Bogu, to znaczy odstąpić Mu pewną część naszej istoty zrzekając się naszego ducha własności. To znaczy pozwolić Mu czynić w nas to, na czynienie, czego nigdy nie dajemy Mu czasu. Jak moglibyśmy myśleć bez obłudy, że całe nasze życie jest oddane innym, poświęcone temu, za co jesteśmy odpowiedzialni, jeżeli nie zdobyliśmy się nawet na oderwanie kilku strzępów naszego czasu, by ofiarować je swemu Stwórcy?

Każdy powinien znaleźć jakiś moment - najbardziej sprzyjający psychologicznie, odpowiadający rytmowi dnia. Pan sam podpowiada nam ten rytm swym przykładem, swą nauką: Chleba naszego daj nam dzisiaj. Nie można modlić się na zapas, jak to Hebrajczycy zrobili z manną zbieraną na pustyni: Niektórzy nie posłuchali Mojżesza i pozostawili trochę na następne rano. Jednak tworzyły się robaki i nastąpiło gnicie (Wj 16,20). Zaś psalmy, ta spuścizna biblijnej i chrześcijańskiej mądrości, tak odmierza czas: ...słyszysz mój głos od rana, od rana przedstawiam Ci prośby i czekam (Ps 5,3). Gdy się położę, zasypiam spokojnie, bo Ty sam jeden, Panie, pozwalasz mi mieszkać bezpiecznie (Ps 4,9).