Skip to main content

Zaproszenie do modlitwy - 10.Wiara

Strona 10 z 10: 10.Wiara


97 325fd96a1b34 10. Wiara

Nigdy nie mielibyśmy odwagi prowadzić tej walki duchowej - klucza do każdej modlitwy rzeczywistej - gdyby nie wiara. Albowiem: Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy (Hbr 11,1). Jak Mojżesz w drodze do Ziemi Obiecanej, tak ten, kto szuka pokoju - daru Ducha - i chce go zachować w nieustającej modlitwie - powinien iść, jakby widział niewidzialne (por. Hbr 11,27).

Służ Mi i bądź nieskazitelny (Rdz 17,1): to obecności Boga trzymał się podczas pielgrzymki Abraham, pierwszy ze wszystkich wierzących. Bowiem modlitwa nie zamyka się w nawiasach życia. Rozwija się lub zamiera. Iść do tej Obecności, to właśnie dać zajaśnieć wszystkim pielgrzymkom, przedrzeć się przez wszystkie krępujące nas bariery psychiczne i społeczne i pozwolić, by światłość Boga rozpostarła się nad wszystkimi naszymi działaniami. W gruncie rzeczy wszyscy nosimy w sobie normy i wzory sprawowania zaszczepione przez wychowanie i środowisko. Są rzeczy, które się robi, i takie, których się nie robi pod groźbą nagany i sankcji. Są prawdy (lub kłamstwa), które powiedzieć można, i takie, których mówić nie wolno. Współczesne życie społeczne z jego mass-mediami i zagęszczeniem w znacznym stopniu uwydatniło owe naciski. Przez oczy, przez uszy wchodzą one w nas, kształtują zarówno poglądy jak i sprzeciwy, kierują naszymi posunięciami. Jesteśmy - każdy z nas - na dobrej drodze do stania się „delegatami” jakiejś bezimiennej partii, jakiegoś tłumu bez twarzy, którzy w obawie przed utraceniem mandatu nie ośmielają się już mówić we własnym imieniu. Należy dzisiaj do dobrego tonu być w toku wszystkiego i nie potwierdzać niczego, podważać ufność tego, kto ma inne zdanie... Z kolei bardzo źle widziane jest mówienie o pokorze, posłuszeństwie, czystości, narażanie się zwierzchnikowi mówieniem mu prawdy lub przyznawanie, że nadużycia finansowe są niewłaściwością.

Przyjdzie dzień, gdy przy okazji jakiejś rozmowy, ocenie jakiegoś wydarzenia, wydawaniu jakiegoś fachowego orzeczenia - będziemy musieli stanąć przed obliczem Boga, zamiast szukać ochrony w aprobacie ludzi: Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę,, a nie szukacie chwaty, która pochodzi od samego Boga? (J 5,44). To właśnie odkrył Abraham, kiedy opuścił swój kraj i krewnych dla kraju, który wskazał mu Bóg. Zgodził się zerwać ze zwyczajami religii pogańskiej i spokojem ustalonego porządku, by słuchać jedynie sprawiedliwości Boga.

Światło wiary nie jest przede wszystkim prawdą intelektualną, lecz OBECNOŚCIĄ, obecnością Tego, który istnieje, widzi i waży rzeczy inaczej niż ludzie. Wejść do tej jasności, to przejść od kłamstwa do prawdy i wprowadzić tam, kolejno, wszystkie nasze zamiary, słowa, przedsięwzięcia. To ku tej obecności rzeczywistej skierujemy się, jeśli zaczniemy się modlić. Ale jeżeli chcemy się modlić, musimy przystąpić do tego z perspektywą tej obecności na co dzień. Albowiem nie można hołdować chwale, która w ciągu dnia pochodzi od ludzi, i rościć sobie prawo do tego, by zostać opromienionym chwałą pochodzącą od Boga, w ciągu tych krótkich chwil, jakie Mu przeznaczamy. Tak samo, jak nie można mieć nadziei, że w trakcie modlitwy napełni nas Duch Święty, a przez całą resztę dnia chcieć samemu kierować swym życiem. Jest w tym zasadnicza sprzeczność i nikt nie potrafi długo wytrzymać takiego rozdarcia - nikt nie może służyć dwóm panom!

Tak więc kroczyć w wierze, żyć codziennie w atmosferze obecności Boga i tchnienia Jego miłości - to warunek całego życia modlitwy. Powinny nam w tym dopomóc czerwone światła: przerwy, nawoływania wewnętrzne; w chwili, gdy - przed powzięciem tego postanowienia czy przed wyjątkowo ważną rozmową - zaczniemy się denerwować albo wspomnienie jakiejś niesprawiedliwości podniesie się w naszym sercu - dajmy znak „stop”, oddajmy pierwszeństwo tej obecności. Nie przez jakiś wzlot ducha ku istocie, która byłaby na zewnątrz nas, ku sędziemu czy rozjemcy narzucającemu się naszemu istnieniu, by je krzepić lub nim kierować, ale przez najgłębsze zanurzenie naszej świadomości w jej wymiarze wewnętrznym ku Temu, który jest w sercu naszego życia, poza naszym zasięgiem, a przecież tak blisko, że to my jesteśmy daleko i błąkamy się.

Wiara nie jest więc już niepotrzebnym zbytkiem, lecz życiem właściwym, bez którego nie ma człowieka, nie ma wnętrza, nie ma wolności. A modlitwa przestaje być jakimś sztukowaniem tego życia, lecz staje się samą wiarą w jej istocie i jej ćwiczeniu jak najbardziej codziennym.
Strona