Powrotna droga do domu - Wprowadzenie do modlitwy głębi, Basil Pennington OCSO.

 

 

Prawdziwa natura

Kiedy się urodziliśmy – oczywiście nikt z nas tego nie pamięta, chociaż jest to głęboko zapisane w naszej pamięci – doświadczyliśmy siebie jako małego kłębka potrzeb. Potrzebowaliśmy ciepła, potrzebowaliśmy pieszczot oraz opieki. Wszystko to było dla nas bardzo ważne. Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby to zdobyć.

I większość z nas zdobyła to wszystko.

Nasza świadomość wzrastała. Osoby, które zaspokajały nasze potrzeby, stały się dla nas bardzo ważne. Między nami a tymi osobami powstała głęboka więź.

Wraz z naszym wzrostem oraz rozszerzaniem się świadomości zaczęliśmy zdawać sobie sprawę, jak ważne jest to, co robimy, jak ważne są nasze czyny. Zauważyliśmy, że gdy zachowujemy się w pewien określony sposób, ludzie dają nam to, co chcemy. Jeśli naszym zachowaniem uszczęśliwialiśmy pewnych ludzi, byliśmy za to obficie wynagradzani. Bywaliśmy także zazdrośni o innych.

Stopniowo to wszystko ukształtowało naszą tożsamość – niestety tożsamość fałszywą. Pojmowaliśmy siebie w kategoriach tego, co posiadamy, tego, co możemy zrobić, tego, co inni myślą o nas.

Większość z nas nadal pojmuje siebie najczęściej właśnie w tych kategoriach.

Czy zauważyłeś, jak często, kiedy ktoś nam się przedstawia, natychmiast mówi o tym, co robi? A jeśli tak nie uczyni, jak szybko pytasz go o to? Bardzo często ludzie utożsamiają się ze swoim zajęciem do tego stopnia, że kiedy przestają je wykonywać, czują się, jak gdyby utracili olbrzymią część siebie samych. Właśnie dlatego wielu ludziom trudno jest pójść na emeryturę.

W przeszłości problem ten przeważnie nie dotyczył kobiet. Nie oczekiwano od nich czynienia czegokolwiek znaczącego. Ich zadaniem było po prostu bycie gospodyniami domowymi oraz matkami. (Jakże dziwne jest często nasze poczucie wartości!) Z tego powodu kobiety często utożsamiały się z tym, co posiadały: ze strojami, biżuterią, własnym ciałem. Także i tutaj można dostrzec fałszywe poczucie tożsamości.

Oczywiście czasy się zmieniły. Dzisiaj pani Janina może być dyrektorem firmy, a pan Jan może nosić złotą bransoletę, naszyjnik czy nawet kolczyki.

Fałszywa tożsamość, która identyfikuje się z tym, co posiadamy, z tym, co robimy, i z tym, co myślą o nas inni, jest bardzo krucha. Tak łatwo możemy utracić to, co posiadamy, tak łatwo możemy stracić sprawność czy też możliwość wpływania na innych.

Często zajmujemy postawę obronną albo rywalizujemy z innymi. Przecież im więcej on weźmie, tym mniej ja dostanę. Im bardziej będą ją lubili, tym mniej ja będę lubiana i mniej będą się troszczyć o mnie.

Fałszywe poczucie własnej tożsamości prowadzi do frustracji, a nawet do brutalności. Kiedy pojmę, że muszę zawsze robić to, czego chcą inni, że muszę zadowalać innych, aby otrzymać to, czego chcę, głęboko wewnątrz oburzam się na to. A nawet czuję nienawiść względem tych ludzi. Ale oczywiście nie mogę przyznać się do tego nawet przed samym sobą. Ponieważ muszę ciągle ich zadowalać, aby otrzymywać to, czego chcę i potrzebuję, tłumię swoje oburzenie i nienawiść i żyję w strasznej frustracji. W końcu, pewnego dnia ta stłumiona nienawiść nagle wybucha...

Fałszywe poczucie własnej tożsamości ma duży wpływ na nasze doświadczenie Boga. Dla wielu ludzi Bóg jest kimś wielkim przebywającym gdzieś daleko, dawcą prawdziwych łakoci, które trwają na wieki. Musimy Go zadowalać, bo w przeciwnym razie... Dla takich ludzi religia to właśnie zadowalanie Boga w celu uzyskania tego, czego pragną, i jednocześnie nienawidzenie Boga za to, że stawia im takie wymagania.

Jednak to wszystko nie jest prawdą. Nasze pojęcie o sobie jest fałszywe. Rzeczywistość jest zupełnie inna.

Bóg nie jest kimś żyjącym gdzieś daleko, nie jest kimś, kto przez całą wieczność będzie nas zaopatrywał w łakocie. Jest miłującym nas Przyjacielem, który mieszka w naszym wnętrzu, Przyjacielem pragnącym tego, abyśmy zamieszkali w Nim, tak aby mógł nas wszystkiego nauczyć, a przede wszystkim, aby mógł powiedzieć nam o swojej miłości.

Pragniemy dotrzeć do naszej prawdziwej natury, poznać siebie samego zamieszkującego w stwórczej miłości Boga. W rzeczywistości nie jesteśmy puści, nie jesteśmy maleństwami z mnóstwem niezaspokojonych potrzeb. Przeciwnie: jesteśmy pełni, przepełnieni – przepełnieni Bogiem i całą Jego stwórczą miłością.

Nie musimy przejmować się tym, co myślą o nas inni. Dla Boga jesteśmy tak ważni, jak cały świat – właściwie to stworzył On ten świat właśnie dla nas. „Wszystko należy do ciebie, ty zaś należysz do Chrystusa, a Chrystus do Boga”. Możemy robić wszystko, co chcemy. „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”. Możemy mieć wszystko, czego tylko zapragniemy. „Proście, a będzie wam dane”.

Pragniemy powrócić do domu, do naszej prawdziwej natury. Ponieważ Bóg mieszka w nas jako najukochańszy Przyjaciel, pragniemy odkryć nie tylko to, jacy jesteśmy bogaci, mocni i piękni, ale także to, jak bardzo jesteśmy kochani.

Ale w jaki sposób możemy powrócić do domu?