Skip to main content

Zaproszenie do modlitwy - 8.Cisza

Strona 8 z 10: 8.Cisza

95 05a8ec886673
8. Cisza

Pewnego dnia, gdy Animus wrócił niespodziewanie, usłyszał poprzez zamknięte drzwi, że Anima śpiewa jakąś dziwną piosenkę, której on nigdy nie słyszał: nie sposób było uchwycić melodii, ani słów, ani rytmu - nieznana i przedziwna pieśń. Od tej pory usiłował sprowokować Animę, by zaśpiewała to znowu, ale ona udawała, że nie rozumie. Milkła, gdy na nią patrzał. Dusza milczy, gdy rozum na nią patrzy...

Bardzo chętnie mówi się, że Duch umilkł, „milczenie Boga” było do niedawna modnym tematem. Powiedzmy raczej za Claudelem: dusza milknie, gdy rozum na nią patrzy. Kasjan w książce pt. „Rozmów dwadzieścia cztery” cytuje mistrzowskie powiedzenie świętego Antoniego: Modlitwa nie jest doskonała tam, gdzie mnich ma świadomość siebie i wie, że się modli.

Każdy może się przekonać, że jest niemożliwe, by poprzez wysiłek umysłowy doznać tych wrażeń, jakich doznaje się w modlitwie przy innych okolicznościach. Dopóki trwa waśń w małżeństwie, dusza nie czuje ochoty do śpiewania ani tym bardziej do strofowania swego zarozumiałego współmałżonka. Wobec tego, Animus wziął się na sposób: zachowywał się tak, by Anima myślała, że go nie ma... By się modlić, należy osiągnąć ciszę ducha. Wiemy dobrze, że cisza zewnętrzna nie wystarcza. Służy raczej temu, by ujawnić nam nasz wewnętrzny harmider, ów tumult, jaki czynią demony, we władaniu których się znajdujemy. Bowiem wszystko to, co mieszka w nas przed porą modlitwy, staje się - gdy się modlimy - wspomnieniem: troska o nasze sprawy, nieład myśli - niby dzikie zielsko zachwaszczają pole naszej świadomości. Trzeba najpierw, jak to się mówi, oczyścić je. Ten wyraz jest znaczący. Wyraża obecne zauroczenie technikami skupienia, zapożyczonymi z religii Wschodu: z jogi, zeń, medytacji transcedentalnej itp. Nie stając się specjalistami ani nie uznając tych metod za absolutne - dlaczego by nie skorzystać z niektórych z tych sposobów, oferowanych przez owe „mądrości ciała”, wypróbować je i przyswoić w tej mierze, w jakiej pomogą nam odprężyć się, uwolnić od napięcia, żyć spokojnie? Techniki te mają pewne cechy wspólne: nieruchomość ciała w postawie sprzyjającej skupieniu, ześrodkowanie uwagi na rytmiczności oddychania, obecność w samym sobie z myślą jedynie o tym, żeby świadomie być tam, tu i teraz. Łatwo można nadać tym postawom sens chrześcijański poczynając od znaku krzyża czy skupiając myśl na jakimś słowie Pisma, jakimś błaganiu, wreszcie od psalmu, który nie mąci naszych rozważań, jak na przykład: Ku Tobie, Panie, wznoszę moją duszę (Ps 25/24/1) lub Panie, przybądź mi do pomocy (por. Ps 70/69/, 1) albo jakimś słowie z „Ojcze nasz”.

Niezależnie od stosowanego sposobu, cel jest zawsze ten sam: osiągnąć stopniowe wprowadzenie swej świadomości do owej strefy naszych głębi, która nie podlega już władzom umysłowym, znajdując się po tej stronie rozmowy wewnętrznej, gdzie myśli i obrazy układają się w mowę sensowną, będącą właśnie naszą wrażliwością duchową.

Nie ma wątpliwości, że ten, kto za pomocą codziennego ćwiczenia podejmuje się osiągnąć ową ciszę ducha -z początku poczuje się zbity z pantałyku. Bowiem stan świadomości, jaki pragnie osiągnąć i w jakim chciałby się utrzymać - jest krańcowo sprzeczny ze zwykłym postępowaniem naszego umysłu. Czuje się więc on dosłownie „rozładowany”, i to jest właśnie dobrze! Rozładowany ze swej postawy posiadacza, swej zaborczości, z tego pragnienia potęgi i zachłanności, które we wszystko wpijają swe szpony.

Wszakże ta droga wydaje się tą jedyną, która - w kontekście naszej obecnej kultury - pozwala wydostać się powoli na powierzchnię wody żywej, nawadniającej nasze korzenie, przedziurawić studnię ponad wszelkimi owymi zatykającymi ją, ja”, jakie przylegają do tej pierwotnej lichoty, której wszystko jest obiecane. To godząc się na rozluźnienie uchwytu w nocnej i tajemniczej walce, podjętej przeciwko aniołowi -Jakub otrzymał błogosławieństwo. Modlitwa jest ową walką, w której wahamy się między zwycięstwem a przyjęciem: Nie wypuszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz! (Rdz 32,25). Ale żeby nastąpiło błogosławieństwo, zwycięstwo musi najpierw przeistoczyć się w przyjęcie.

Ćwiczyć codziennie przez czas pozwalający na wydanie owoców, w tej spokojnej obecności własnej głębi, będącej poczekalnią na obcowanie z Bogiem, jest - w dodatku -ćwiczeniem tej ascezy, o której mówiliśmy poprzednio: nabierania umiejętności utrzymywania się w takim stanie psychicznym, nerwowym, fizycznym, w jakim w danej chwili można być duchowo uważnym (R. Yoillaume).

Tak więc Anima z wolna uspokaja się, patrzy, słucha, oddycha, czuje się sama i, bezszelestnie, idzie otworzyć drzwi swemu boskiemu kochankowi.
9.Wolność
Strona