Zaproszenie do modlitwy

 

89 237d5bdd605b

  
2. Miejsce

Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (Mt 6,6).

Miejsce modlitwy jest nie tam, gdzie widzą nas ludzie, u których szuka się uznania. Łatwo przychodzi nam sądzić, że to niebezpieczeństwo już nam dzisiaj nie grozi, że wartość modlitwy nie równa się już zawartości sakiewki! Ale niebezpieczeństwo tkwi w tym, iż idziemy modlić się wyłącznie po to, aby być w porządku. Należy się modlić! Należy odbyć doroczną spowiedź! Ta potrzeba spełnienia powinności wobec nieco niejasnego nakazu oraz poczucie winy zagłuszają całkowicie pragnienie obcowania z Ojcem. Nie chodzi wcale o to jedno spotkanie, o śmiałe stawienie się przed Tym, który jest tam, w ukryciu, lecz o postawę dającą poczucie bezpieczeństwa, dzięki której łatwo możemy znaleźć się pod osłoną jakiegoś spotkania zbiorowego. Tak to starszy brat marnotrawcy zasłania się dokładnym przestrzeganiem przykazań, aby zręcznie uniknąć pytającej obecności swego ojca.

Spełnianie obowiązku modlitwy staje się więc pewnym WYKRĘTEM. Zamiast być tam, przed Panem, jestem gdzie indziej, pochłonięty stosowaniem się do przepisów. Życie w zgodzie z nakazem jest - od czasu Adama - rodzajem chowania głowy w piasek.

Jak, w takim razie, znaleźć miejsce spotkania? Spotkanie tylko wówczas jest prawdziwe, jeśli prawdziwe są obie strony. Jeżeli Jezus zaprasza mnie, bym znalazł Ojca w moim pokoju - możliwie jak najbardziej odciętym od świata - to dlatego, że tam jestem sobą. Albowiem w każdym z nas znajduje się wiele osobowości towarzyszących, których role odgrywamy wobec innych, masek, którymi się zasłaniamy, „aby pokazać się przed ludźmi”. Może nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego: pod tymi umownymi postawami kryje się nasza osobowość prawdziwa, którą -wraz z jej ograniczeniami i nędzami - być może z trudem, przychodzi nam uznać. A którą wszakże Pan zna, uznaje i miłuje.

Z tego faktu powstaje często zamęt w naszej modlitwie: tracimy świadomość naszego prawdziwego jestestwa. Jesteśmy ROZTARGNIENI, to znaczy wyjęci z samych siebie przez mnóstwo różnych pragnień, które nas rozpraszają. Jesteśmy ZAJĘCI, zanurzeni już zawczasu w troskach dnia jutrzejszego. Jesteśmy WINNI, gdy szukamy, w jaki uczciwy sposób moglibyśmy odnaleźć, we własnych oczach, szacunek dla siebie. Ewangelia mówi, że tego wszystkiego poszukują poganie. Ale wasz Ojciec Niebieski wie, czego wam potrzeba. Nasza wiara w uwagę Boga powinna uwolnić nas od takich wykrętów: „Zdaj twe troski na Pana, a On je dźwigać będzie”.

Ale jest również prawda Tego, przed którym stoimy. Święty Grzegorz z Nazjanzu mawiał, że zastępujemy bóstwami Boga żywego, jeśli myślimy, że Jego obraz - jaki w sobie nosimy - to właśnie jest Bóg. Nazywamy Go Ojcem, Panem lub Stworzycielem. I z całą pewnością mamy rację. Pod warunkiem, że słowa te będą uświęcone. W przeciwnym razie ryzykujemy, iż znajdziemy się wobec jakiejś istoty wydumanej, będącej wyłącznie odzwierciedleniem naszych potrzeb, niepokojów czy wyrzutów sumienia. Ponieważ Bóg jest większy od naszego serca (por. 1J 3,20) – to jest poza naszymi wyobrażeniami. Tylko Jezus w swych czynach i słowach może Go nam objawić. Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca (J 14,9). Już od tak dawna przebywamy z Nim, a nie pojęliśmy Go jeszcze. Prawdziwe miejsce modlitwy, to pobliże Chrystusa: Jeżeli we Mnie trwać będziecie i słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni (J 15,7).

W znalezieniu tego miejsca duchowego pomaga postawa wiary, cierpliwości i prawdy. Niemożność znalezienia odpowiedniego miejsca fizycznego ma znaczenie drugoplanowe. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie (J 4, 23) i nie będziemy już musieli wchodzić do Jeruzalem czy na jakąś górę Garizim. Obojętne jest dla mnie - gdy godzina przyjdzie - czy modlić się mam w wielkich sklepach, w kuchni czy w rozlewni napojów -ja złożę dziękczynienie Panu. Może się wszakże zdarzyć, że moje umiarkowanie albo jakaś bolesna porażka skłonią mnie do większej skromności, do przyznania, że moja godzina modlitwy jeszcze nie nadeszła. Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą (Wj 3,5).

Powinniśmy znaleźć naszą małą „ziemię świętą”: kąt pokoju, matę modlitewną, kapliczkę, u której drzwi zostawiamy ciężkie obuwie naszych pozorów i pretensji, a potrafimy przeżywać tam codziennie niezbędne oderwanie. Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił (Mk 1,35).



 na początek strony